JOWANKA I GANG SPOD GILOTYNY Katarzyny Wasilkowskiej - zwyczajni niezwyczajni

     Czasem, kiedy biorę do ręki książkę, którą poprzedziła ostra medialna promocja, zastanawiam się, ile z tego pierwszego entuzjazmu i wyczekiwania, które mi się oczywiście udziela, zostanie po jej otwarciu. Czy nie będę przypadkiem - widząc duże nazwiska na stronie tytułowej, poznając recenzyjne uzasadnienia posiadania tego tytułu - zaskoczona własną nieochotą do mówienia o tej książce? Zażenowana pretensjonalną, pseudo- (-głęboką, -mądrą, -poetycką) treścią? Bo kicz, moi państwo, jest golutki i brokatowolśniący, bije po oczach, łatwo się wobec niego ustawić, oczywiście pogardzając. Ja zresztą kiczu dzieciom nie bronię. Niech się napasą - pod warunkiem, że kicz to będzie okruszyna w masie innych treści! A kto z nas nigdy z zadowoleniem nie zanurzył się w literackim kiczu, niech pierwszy rzuci kamień. Jak inaczej wyrobić sobie niezależność sądów, jak nie smakując wszystkie dostępne literackie potrawy? 
     Ale fabrykowane głębie to rzecz ciut gorsza, bo jakże szlachetne intencje i tyle pary wdmuchniętej w dzieło negować. 
     Z drugiej strony, ile tytułów przepada, bo nikt się nimi dostatecznie nie zajął. Fragmentu nie przeczytała na warsztatach celebrytka, nikt znaczący nie napisał pochlebnego zdania na okładkę. Bo nie były klejnotami spreparowanymi do lśnienia z półeczki. Myślę wtedy o swoim recenzenckim lenistwie (teraz widzę samobiczujących mnichów Umberto Eco - dobranoc Panu i do kolejnego otworzenia!).  
     Ależ ustawiłam perspektywę spoglądania na dzisiejszą książkę, niech to licho.  Na dodatek Panna Anna nie uwierzy, że post razem z hucznym wstępem powstał w grudniu. Trochę ze mnie w komentarzach do jej wpisu.
     A prawda jest taka, że myślałam tu pisać o prozie pożywnej, sycącej jak śniadanie. Przejrzysty język, opowieść wypełniona zdarzeniami, choć nie karykaturalnie przygodowa, zabawna, ale nie groteskowa. Proza, powiedzmy, obyczajowa - tu wkładamy, co kto kce, z obyczaju. Taka książka, co przychodzi na myśl, kiedy się słyszy żądanie "ma być o takich dzieciach jak ja" (phi, prychnąłby Bastian Baltazar Buks przed powrotem z Fantazjany). Ja to Jowanka.
     Pardon, Jowanka to ciut lepsza wersja mnie. Ja byłam dzieckiem mocniej zwróconym do wewnątrz, a zarazem miększym, bardziej zależnym od aprobaty otoczenia.  Jowankę i gang spod Gilotyny Katarzyny Wasilkowskiej wydała łódzka Literatura. To literacki debiut Autorki.
     Tak się porobiło Jowance w życiu, że przeprowadziła się z rudery na nowe osiedle. Żyje na kartonach, które powoli rozpakowuje, zagospodarowując nowy świat. Ma dziewięć lat, mamę gdzieś w świecie i ojca, który w jej sytuacji pewnie powinien być ojcem i mamą jednocześnie, ale jest trochę za bardzo zajęty jak też i roztargniony, żeby być kimkolwiek bliskim. Na osiedlu Jowanki mieszka kilku chłopaków Dominik, Franek, Wawrzek i Tomaszek. Dobrze im ze sobą, dzielą się ze sobą wiedzą i niewiedzą, fabrykują przygody, wspierają wzajemnie. Franio dzieli się dziadkiem, który ma jedyny na świecie sposób na radzenie sobie ze strachem. A, i zażywa coś donosowo, wciąga brązowy proszek, pewnie narkotyki - suponują dzieci. A wsparcie się przydaje, bo taki Tomaszek rozumie Jowankową bezmamowość, sam nie ma ojca, odkąd z pijanym tatą jechał autem i mieli wypadek. "Masz w sobie dużo dzielności"- mówi mu Jowanka. Ona sama, nowa w klasie, będzie musiała mieć sporo dzielności. A do tego w szkole ktoś podmienił swojską panią Jolę na ordynarną panią Suchecką. Co wspólnego z tym ma szkielet z szafy w gabinecie biologicznym? Odpowiedź przyniesie telenowela. Nie jedna - kilka.
      Katarzyna Wasilkowska układa opowieść bardziej jak serię obrazków obyczajowych niż fabułę o wyraźnych cechach gatunkowych. Udało się jej ze słów ulepić bohaterów, którzy dyskretnie, nienachalnie mówią o przypadkach swego życia. Tacy, którzy bardziej są kolegami niż egzemplum do straszenia lub naśladowania. Ale sądzę, że łatwo się w nich rozpoznać, w potrzebie akceptacji, złości, bezradności w starciu z dorosłymi, w chęci niesienia pomocy i szczodrości. Innymi słowy, jak genialnie mówił Isaac Bashevis Singer, wszelkie naśladownictwa tego, co pożądane, następują nie przez moralizatorski przymus, a na mocy opowieści, w której pozytywny bohater jest na tyle dobrze narysowany, że zwyczajnie chce się być tak fajnym jak on.
    Jest tak, jakby Wasilkowska nasłuchiwała i przetwarzała życie na opowieść, bez obierania niestosowności, bez tonowania relacji i wypowiedzi. Bo, moi mili, dzieci widzą, jak się kłócimy, jak nie okazujemy sobie szacunku. A przede wszystkim, jak dramatycznie nimi pomiatamy w imię "zasad" i "porządku". Dawaj dzienniczek, będzie uwaga - i już bezpiecznie się czujemy, znając swoje miejsce i wiedząc, że to miejsce prawodawcy. Dobrze móc bezradność rozładować śmiechem - komedia pomyłek powstaje tu ze zwyczajnego protekcjonalnego niepoinformowania dzieci o pewnych zdarzeniach, a przecież jednak opowieść wcale nie jest satyrą na dorosłych! Dialogi wypadają autentycznie, jedyny wątek, który pisarsko mnie nie przekonuje, to wątek zawiązania paczki i nadania jej nazwy. Z kolei kiedy Tomaszek budzi się w nocy z koszmaru i zaglądamy do jego głowy, to może się nam gardło porządnie ścisnąć.
     No i myślę, kto jeszcze dziś dobrze nasłuchuje świata dzieci. Trąby od razu obwieszczają mi nazwisko ROSE LAGERCRANZ z jej osobliwą narracją duniocentryczną...








autor: Katarzyna Wasilkowska
tytuł: Jowanka i gang spod Gilotyny
ilustracje: Katarzyna Kołodziej
seria: To lubię
wydawnictwo: Literatura
rok wydania: 2015
      
   
    

     
    

Komentarze

  1. To taka recenzja, że siedzę zła i myślę: "Dziś już nie ma szans na zdobycie tej książki, motyla noga";) A jako fanki Duni przekonane jesteśmy tym bardziej, dziękujemy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno "robi się" kolejna książka Pani Kasi :D uśmiechy!

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Grzechy dzieciństwa - "Opowieść o Cebulku" Gianni Rodari

RYŚ MIASTA Katarzyny Wasilkowskiej / DROBIAZGI TAKIE JAK TE Clare Keegan

Juliusz, Joanna, Zygmunt, czyli jak mszczą się poeci