JUŻ, JUŻ! Katarzyny Wasilkowskiej

     Katarzyna Wasilkowska opatrzyła Już, już! wstępem i posłowiem wyjaśniającym, skąd się wzięła powieść - z jej własnego przerażenia prawdziwą historią dziesięciolatki leczonej w szpitalu psychiatrycznym z uzależnienia od gier. Ale książka już w chwili wydania zaczęła funkcjonować w oszałamiającym kontekście: pandemii. Życie skurczyło się do mieszkań, internet stał się oknem na świat. Jak nigdy wcześniej martwimy się o to, jak na dzieci wpłynie izolacja i stałe podpięcie do komputera i smartfona* O Już, już! Katarzyny Wasilkowskiej napisano trafnie. Pisano, co mnie bardzo cieszy, nie tylko w sferze czytelników "profesjonalnych", ale też na serwisach i stronach, na których ponoć toczy się prawdziwe życie czytelników książek** Ode mnie też kilka słów. Czy wypada o tej książce pisać, oglądając ją od strony uznania dla konstrukcji? Sama pytam, więc sama odpowiadam: podwójnie tak. 
     Po pierwsze dlatego, że od lat widzę książki dla niedorosłych pękające pod naporem treści dydaktycznych. Socjalizujemy dzieci literaturą, więc treści istotne w formie akuratnej wkładamy w usta bohaterów i tworzymy fabuły - jak nam dorosłym się wydaje - prawdopodobne, ba! mimetycznie odbijające dziecięce życie, w których zafunkcjonować ma to, czego chcemy nauczyć. Jeśli chodzi o książki dla dzieci pisane na społeczne zamówienie, w których idea jest uprzednia wobec formy, wolę dobrze skonstruowane teksty popularnonaukowe od niedobrych fabuł i pretekstowych bohaterów, dętych metafor, drętwych dialogów i słownej waty sklejającej kolejne punkty do odhaczenia. W ocenie jakości książek dziecięcych artyzm wciąż jest daleko za treściami dydaktycznymi. Tak, jakby to były elementy rozłączne. Średnio nas, dorosłych, interesuje, że dziecięcy odbiorca literatury ma te same potrzeby, co odbiorca dorosły. I również czuje słabizny, pęknięcia, zadęcie. Nie werbalizuje niechęci, ale i nie sięga z entuzjazmem (pięknie skonkretyzował to Grzegorz Leszczyński w Wielkich małych książkach).           
     Po drugie - ale właściwie jak wiarygodnie napisać o uzależnieniu od rzeczywistości zza drugiej strony ekranu? Gdy dorosłym, produkującym ostrzegawcze treści, szyje krzywią się od smartfona, kiedy po drugiej stronie jest już nie przeciwnik ze swoją wiedzą o tym, jak skutecznie przytrzymać przy grze/aplikacji, tylko algorytmy? Trzeba spróbować oczarować. Wprowadzić dziecko do tekstu, który będzie labiryntem, misternie i wiarygodnie odtworzy zstępowanie w głąb uzależnienia. Wciągnąć i przytrzymać do samego końca. *** 





     Mamy zatem historię dziewięcioletniej Aleksandry - Luli, córki zapracowanej mamy i ojca za granicą, wnuczki zrzędliwej, ostentacyjnie analogowej babci, siostry gotyckiej i pełnej miłości Wery, oraz wulgarnego i opiekuńczego Kaja (choć to ona będzie Kajem wyprowadzanym od Królowej Śniegu), opiekunki adoptowanego psa Grzmota, koleżanki nowej w klasie Beni, najlepszej uczennicy, plastycznie uzdolnionej (a na pewno pełnej pasji) małej rzeźbiarki. Jaka gęsta jest sieć relacji i czynności utrzymująca dziecko w rzeczywistości! Lula jest kochana, zależy na niej wielu osobom, a jednak wpada w uzależnienie MIMO polityki wydzielania dostępu do komputera. Impulsem do wejścia w świat "Kryształowego zamku" stała się chęć grania w grę, o której mówiły wszystkie koleżanki, dystansując się od niegrajacej Luli. 
     Narracja w trzeciej osobie, a nie w pierwszej? Wasilkowska zręcznie uniknęła pułapki, w której próba zaangażowania młodego czytelnika przez uwiarygodnienie przeżyć "własnym głosem" skończyłaby się na niedowierzaniu "ale skąd on wie to, co wie" i ujawnieniu dorosłej instancji, która bywa mało zręcznym suflerem podsuwającym zdania dziecięcym bohaterom. Albo na niezbędnym dialogu z dorosłym komentatorem, który rozproszyłby to popadanie w somnambulizm, misternie tkane poczucie odklejania się od rzeczywistości (na  narrację w stylu Heroiny Tomasza Piątka można pozwolić sobie z nastolatkami). Narrator trzecioosobowy w Już, już! przylega bliziutko do Luli, a zarazem subtelnie krystalizuje pewne stany, nie do wysłowienia przez dziewięciolatkę. Mimo to przez całą książkę czytelnik patrzy oczyma Luli, słyszy jej uszami. Krok po kroku, w głąb.
     Krok po kroku, bo na początku jest zwieźle i pięknie oddany świat zewnętrzny, ekstazy codzienności - Wasilkowska umie w to doskonale. Gra wyobraźni przy mijaniu żywopłotu. Lepienie szopki bożonarodzeniowej z modeliny. Podziw dla brata parkourowca, subtelna relacja z dorastającą siostrą. Spacery z psem. Radość z pochwał w szkole. Zarabianie ciasta z babcią. Kościół w niedzielę. Jest cała gama czynności, w których Lula jest zanurzona, pięknie zróżnicowany świat wewnętrzny. Czytelnik nie jest nigdzie popędzany, nie gnamy do sedna. Kiedy w jej pokoju pojawia się komputer, Lula nawet go nie chce. Ale odpala "Kryształowy zamek", zainstalowany jej przez brata, bo nie chce odstawać od rówieśnic. 
     "W grze czas płynie, jak chce" - ta wypowiedź koleżanki nie jest dla niej sygnałem ostrzegawczym, ale niejasną obietnicą. Nie wie, że gra skonstruowana jest tak, by maksymalnie ją do siebie przykuć. Operować podnietą, oczekiwaniem, odroczeniem, niepewnością, niespodzianką, nagrodą - to wszystko precyzyjnie, krok po kroku uwidacznia Wasilkowska, ani na moment nie spadając w banał. Kiedy ześlizgujemy się z Lulą w grę? Kiedy czytelnik złapie moment zacierania się granicy między światem wirtualnym i realnym?  Puf! Już przez chwilę byliśmy w Kryształowym Zamku. 
     Jednocześnie postępują zmiany w zachowaniu i emocjach Luli, znów bardzo zręcznie i stopniowo pisane. Nagły wyrzut hormonów i ssąca pustka. Coraz częściej Lula traci poczucie czasu - i przestaje ją to dziwić, a czytelnik kiwa głową, bo i jemu zdarzyło się zatracić. Zaniedbuje codzienne czynności - i natychmiast tworzy mechanizmy samousprawiedliwiania, odbierające im ważność albo przenoszące winę na zewnątrz. Staje się roztargniona - ale jest dzieckiem i to dorośli dbają, by wyregulować jej braki. Postacią negatywną jest nauczycielka, która bezwzględnie wpycha Lulę w szufladę "najlepsza uczennica" - tak być miało, czy tak się tylko stało?. Zresztą mechanizm najlepszości pracuje na rzecz Luli-oszustki i mały czytelnik to uchwyci... W coraz rzadszych momentach żalu za tym, co tracone, w coraz częstszych momentach zniecierpliwienia i agresji, sięga po nagrodę grania. I coraz lepiej oszukuje, coraz częściej manipuluje, coraz mniej ma wyrzutów sumienia. Aż dawnej Luli ubędzie już tak dużo, że bliscy zareagują. Ale wtedy Lula będzie już samymi palcami na klawiaturze, strachem i wrzaskiem. 
     Cenię Wasilkowską, że pokazała szpital psychiatryczny. Dziecko leżące na oddziale z dorosłymi, bo brak miejsc. Słowa o terapii rodzinnej. Zwięzłą, mocną nadzieję bez klajstru sentymentalizmu. Brak moralizatorstwa, ckliwych podsumowań o tym, że wszystko się uda. Bo uczciwie jest mówić dzieciom, że tak również wygląda świat wyszykowany dla nich - czasem/często/nie zawsze się udaje, ale trzeba podjąć wysiłek wzmacniany nadzieją. 
     W kontekście literatury naszym - dorosłych - wysiłkiem nie jest obrona przed słowem "gówno" w książkowym dialogu czy przed nagością w komiksie o Zagładzie. Nie jest nim też wpychanie w gardło już nie homeopatycznych kawałków Mickiewicza czy Słowackiego (sami nie czytamy, ale gdybyśmy, moglibyśmy się ostro przerazić). Cieszę się, że w wydawnictwie nie wykastrowano dźwięcznego języka tej powieści.  

Doceniliśmy Już, Już!  w Lokomotywie 2021 - nominacja w kategorii TEKST.




      
    
* chichotem dziejów jest, że książka dla dzieci o uzależnieniu od gier ma postać papierową, ale i elektroniczną

** wyobraziłam sobie, jak z czasem na serwisach w rodzaju "Lubimy czytać" dyskutują ze sobą płatni polecacze książek udający czytelników bezinteresownych, a dyskusja przybiera kuriozalną postać, jak starcie blaszanych agentów w Podróży jedenastej - Dzienników gwiazdowych Ijona Tichego

*** trochę Bastian uzależniony od Fantazjany, zstępujący w otchłań, redukowany do cielesnej skorupy, trochę Danny Torrance w labiryncie Panoramy, choć dalibóg, czasem to jednak nie był Danny, tylko Jack z jego drażliwością, kompulsjami, samousprawiedliwieniami; nawiasem mówiąc, gdy Tomasz Piątek wydał Heroinę, zarzucono mu nie dość staranne odseparowanie siebie-narkomana od siebie-postnałogowego.    

tytuł: Już, już!
autor: Katarzyna Wasilkowska
okładka: Robert Konrad
wydawnictwo: Literatura
rok: 2021
wiek: +/- 10

Komentarze

  1. Blog zrobił na mnie wrażnie, gdyż wpisy są genialne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Naprawdę super blog. Zrobił na mnie ogromne wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja chciałem uzyskać bardzo duże odszkodowanie i skorzystałem z 514 455 736 . Jestem bardzo ciekawy ile osób skorzysta z tej oferty.

    OdpowiedzUsuń
  4. Autorkę znam. A powieść na pewno przeczytam.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Wywietrzyć wietrznicę, oświetlić świecka - "Paskudki słowiańskie"

Juliusz, Joanna, Zygmunt, czyli jak mszczą się poeci