Posty

Wyświetlanie postów z wrzesień, 2012

Orzechowo, hrabalowo

Obraz
Jesień to zespół zmysłowych znaków, wysokie rozbielone niebo, przenikliwy zapach topolowych liści, pajęczyny, otwierająca się przestrzeń, smugi ciepła w zimnym powietrzu. Kasztany i orzechy.


    Orzechy najlepsze są właśnie teraz, kiedy po silniejszym wietrze leżą w trawie, świeżutkie, jasnobrązowe. Niektóre, jak ten poniżej - skarby w cierpko pachnącej łupinie. W środku niepokalana, słodko chrupiąca biel ubrana w żółtą skórkę. 

Ale ale, ktoś opisał to znacznie piękniej, niż ja; mojemu widzeniu i mojemu jedzeniu orzechów towarzyszy chłopiec, którego niezmiernie lubię: (...) ostatni szereg, tuż przy samej słodowni, stanowiły orzechy, które jesienią strącano długimi drągami, im więcej było orzechów, tym bardziej gałęzie były poobijane. Z największym smakiem zajadałem się orzechami, kiedy były jeszcze zielone, kiedy każdy orzech musiałem otwierać nożem i skorupa wydzielała żółtozielony sok, tak że ręce miałem ciągle jak od tytoniu. Te owoce były najsmaczniejsze, jądra miały na sobie ż…

Kokokolorum!

Obraz
Czwarta książka Otfrieda Preusslera wydana przez Bonę, to Przygody małego wodnika - pierwszy raz w tej edycji. Jednak wydania sprzed kilkudziesięciu lat znane są polskim czytelnikom. Przez dziesięciolecia nieubłaganie nabierali wąsów i zmarszczek, jak tatuś i mama Wodnikowie z Młyńskiego Stawu, płynnie przepoczwarzywszy* się w dorosłych. Teraz mogą czytać Preusslera własnym dzieciom.  

    Pewnego dnia Wodnik z Młyńskiego Stawu wraca do domu i zastaje tam dziecko. Syneczka. Zielonookie maleństwo. Uważnie ogląda chłopaczka - wszystko jest jak trzeba, błona między paluszkami, zielone włosy. Jest to powód do wielkiej uciechy, wiec z żoną spraszają gości na ucztę, na zupę z rzęsy wodnej, na duszoną ikrę, sałatkę z wodnej rukwi. Malec rośnie prędko, co u wodników jest normalne, szybko dom staje się ciasny, więc wodny chłopaczek wypuszcza się na coraz dłuższe rajzy po Młyńskim Stawie. Przewodnikiem i kolegą staje się mu karp Cyprian. Co prawda nie zawsze dysponuje on prawidłowymi informa…

Nastrój krotochwilny, nieco makabryczny

Obraz
Dzień bez posta to dzień postny. Więc napiszę cokolwiek. Cokolwiek razy dwa.     Odwiedziłam przybytek dóbr wszelakich - IKEĘ. Nabywszy, co potrzeba, udałam się do działu dziecięcego, w celu wybrania torów do drewnianej ciuchci (takich, wiecie, żeby były rozjazdy). I sfotografowałam, co następuje. Czy tylko ja mam makabryczne skojarzenia?


    Szczurki to zabawki w trzech przyjemnych kolorkach: antracytowym, szarymi białym. Niewielkie, kompletnie bezosobowe. Na tyle, że leżą hałdą. Jakby eksterminowane... Mało tego: nad hałdą wiszą girlandy ze szczurków związanych ogonkami. Ale grozę kompletną wzniecił król szczurów. Wiecie co to? Owszem, powieść Jamesa Clavela. Ale takoż pewna zoologiczna ciekawostka, właśnie to:     Ach, ci Skandynawowie! Z pozoru komercja, a tu proszę, jakże inteligentne nawiązania do literatury i zoologii! Pouczające i niezwykłe. I w całości - jakby instalacja artystyczna ewokująca okrucieństwo, bezosobowość, słowem: metaforycznie streszczony wiek XX.     Makabre…

Dopisek do Carrie

Jesiennie, orzechy jeszcze nie spadają z drzew, ale robi się mglisto, świat odbarwia się.
U Kinga źródło strachu nigdy nie jest czyste i dobrze uchwytne. Inaczej: strach nie jest czystą, odizolowaną emocją, którą można wygasić przez usunięcie potwora (a imię jego Legion: obsesyjna wielbicielka, kochający tatuś-pijak, wampir - przewodnik stada and many many others). W dziedzinie strachu King jest innowatorem, jak choćby w Carrie, w której zmieszał strach z potwornym smutkiem, poczuciem wyobcowania, dziewczęcą delikatnością, niszczącą nadzieją. Mam poczucie, że te z jego utworów, które chcą tylko przerażać, są najmniej udane. Na przykład Desperacja. W której nawet zaangażowanie w akcję samego Pana Boga nie pomogło, by ocalić cienką historię. Choć dalibóg, w każdej opowieści tego faceta jest coś, co przykuwa uwagę choć na chwilę, perełka, która może nie ocala kiepścizny, ale sprawia, że się nadal lubi Króla.

Hello, Carrie

Obraz
Więc jeśli chodzi o Stephena Kinga, najsampierw była Carrie, w dzieciństwie jeszcze, zanim sama na dobre zostałam nastolatką. Wówczas nie miałam pojęcia o czymś takim, jak stylizacja na dokument. Notatka prasowa w książce, fragment dziennika, ale także zapewnienia o odnalezieniu rękopisu/maszynopisu, to były fakty świata zewnętrznego, a nie świata przedstawionego. Nie było "gry ze strachem", zawieszenia racjonalności na czas lektury, bo okładka wówczas jeszcze nie oddzielała horroru od świata. Książki mimetycznie odbijały rzeczywistość - o tym byłam przekonana. W pierwszej swej powieści, wydanej w 1974 roku, King zmieszał trzecioosobową narrację z notatkami prasowymi o tym, co było wcześniej i później, niż sama akcja opowieści. Historię amerykańskiej nastolatki czytałam więc tak, jakby wydarzyła się naprawdę.Jednak wCarrie było kilka rzeczy, które przeraziły mnie znacznie mocniej, niż fabuła, smętna i krwawa. To nie opowieść o potworach z kosmosu, bagien, szafy, ale o po…