Nieco o Kingu - pretensje wielbiciela
Dziś coś dla bardzo dorosłych wielbicieli baśni. Jestem po lekturze książki Doktor Sen Stephena Kinga, czyli sequela Lśnienia . W Nieparyżu czekaliśmy na powrót Danny'ego Torrance'a, tym bardziej, że od jakiegoś czasu król opowieści mnie zawodzi, a Lśnienie bardzo lubię. Miliony sprzedanych egzemplarzy? Najpoczytniejszy autor literatury popularnej? Nie dla mnie frazesy; jeśli chodzi o Kinga, ze mnie czytelnik wierny, ale srogi. Dzięki kilku opowieściom Amerykanin ma u mnie otwarty kredyt. Jednak od czasu Duma Key (Ręka mistrza) , czyli od czterech książek, nic mnie u niego nie zachwyciło. Machina promocyjna z ujawnieniem ponad rok temu wieści o powstającej książce, z odliczaniem tygodni do premiery, wizytami Autora w amerykańskiej TV, recenzjami przedpremierowymi (Margaret Atwood!) puszczona została w ruch z pełną mocą po to, by podkręcić oskomę czytelników. Taaak, dziś trzeba bić się o uwagę...