Posty

Wyświetlam posty z etykietą King Stephen

Cukierek albo cytat!

Obraz
     Październik przełamuje się w listopad. A co, jeśli cienka skórka normalności pęknie dzisiaj i na świat wyleje się wszystko, przed czym umysł się broni i czemu odmawia zgody na istnienie? Jeśli grząska ziemia otworzy się i wypluje to, na czym żyjemy - rzeszę nieboszczyków? A co będzie, kochani, jeśli wieczorem zajrzy do was przemarznięty gość i poprosi o wpuszczenie do domu? W głuchą północ, w snów tumanie,  gdy znużyło mnie dumanie Nad księgami zapomnianej magii,  znanej w dawnych dniach, Chyląc głowę nad foliałem,  niespodzianie usłyszałem Chrobot, jakby ktoś nieśmiałym palcem skrobał znak na drzwiach. (...) By nad tętnem rozszalałem  zapanować, powtarzałem: To gość jakiś tym sygnałem  daje znać, że stanie w drzwiach;  Tak, to późny gość – szeptałem –  stanie wnet w otwartych drzwiach;  Po cóż ten dziecinny strach? Czując, że znów głos mi służy,  nie wahałem się już dłużej (...) Pchnąłe...

Nieco o Kingu - pretensje wielbiciela

      Dziś coś dla bardzo dorosłych wielbicieli baśni.      Jestem po lekturze książki Doktor Sen Stephena Kinga, czyli sequela Lśnienia . W Nieparyżu czekaliśmy na powrót Danny'ego Torrance'a, tym bardziej, że od jakiegoś czasu król opowieści mnie zawodzi, a Lśnienie bardzo lubię. Miliony sprzedanych egzemplarzy? Najpoczytniejszy autor literatury popularnej? Nie dla mnie frazesy; jeśli chodzi o Kinga, ze mnie czytelnik wierny, ale srogi. Dzięki kilku opowieściom Amerykanin ma u mnie otwarty kredyt. Jednak od czasu Duma Key (Ręka mistrza) , czyli od czterech książek, nic mnie u niego nie zachwyciło.       Machina promocyjna z ujawnieniem ponad rok temu wieści o powstającej książce, z odliczaniem tygodni do premiery, wizytami Autora w amerykańskiej TV, recenzjami przedpremierowymi (Margaret Atwood!) puszczona została w ruch z pełną mocą po to, by podkręcić oskomę czytelników. Taaak, dziś trzeba bić się o uwagę...

Dopisek do Carrie

Jesiennie, orzechy jeszcze nie spadają z drzew, ale robi się mglisto, świat odbarwia się.   U Kinga źródło strachu nigdy nie jest czyste i dobrze uchwytne. Inaczej: strach nie jest czystą, odizolowaną emocją, którą można wygasić przez usunięcie potwora (a imię jego Legion: obsesyjna wielbicielka, kochający tatuś-pijak, wampir - przewodnik stada and many many others ). W dziedzinie strachu King jest innowatorem, jak choćby w Carrie , w której zmieszał strach z potwornym smutkiem, poczuciem wyobcowania, dziewczęcą delikatnością, niszczącą nadzieją. Mam poczucie, że te z jego utworów, które chcą tylko przerażać, są najmniej udane. Na przykład Desperacja . W której nawet zaangażowanie w akcję samego Pana Boga nie pomogło, by ocalić cienką historię. Choć dalibóg, w każdej opowieści tego faceta jest coś, co przykuwa uwagę choć na chwilę, perełka, która może nie ocala kiepścizny, ale sprawia, że się nadal lubi Króla.

Hello, Carrie

Obraz
    Więc jeśli chodzi o Stephena Kinga, najsampierw była Carrie, w dzieciństwie jeszcze, zanim sama na dobre zostałam nastolatką. Wówczas nie miałam pojęcia o czymś takim, jak stylizacja na dokument. Notatka prasowa w książce, fragment dziennika, ale także zapewnienia o odnalezieniu rękopisu/maszynopisu, to były fakty świata zewnętrznego, a nie świata przedstawionego. Nie było "gry ze strachem", zawieszenia racjonalności na czas lektury, bo okładka wówczas jeszcze nie oddzielała horroru od świata. Książki mimetycznie odbijały rzeczywistość - o tym byłam przekonana. W pierwszej swej powieści, wydanej w 1974 roku, King zmieszał trzecioosobową narrację z notatkami prasowymi o tym, co było wcześniej i później, niż sama akcja opowieści. Historię amerykańskiej nastolatki czytałam więc tak, jakby wydarzyła się naprawdę. Jednak w Carrie było kilka rzeczy, które przeraziły mnie znacznie mocniej, niż fabuła, smętna i krwawa. To nie opowieść o potworach z kosmosu, bagien, szafy,...