Człowiek, kiedy się nawróci, kompletnie głupieje
Słowacki się nawrócił. Kiedyś, dla poratowania wątłości swojej będąc w nadmorskim miasteczku Pornic. Bóg z retorycznej figury, ozdobnika tekstów stał się Obecnością. Bóg, natura, ewolucja, wędrówka dusz i ojczyzna, wszystko zawirowało i wskoczyło na swoje miejsce, tworząc krystalicznie spójną całość. Niebezpieczne, kiedy tworzą się takie całości nieznające pęknięć, prawda? Niezwykłe: po mistycznym przełomie Słowacki przez pewien czas odczuwał neoficką potrzebę zaprzeczenia temu, jaki był wcześniej. Przytępił swój złośliwy dowcip, pokochał wrogów. Próbował nawet się bra-tać! Z Paryskimi Polakami, którzy go nienawidzili. Co najważniejsze, z Nim, Adamem. Wstąpił do Towiańczyków, ukorzył się przed Mickiewiczem. Polaczkowie patrzyli, łasi tego poniżenia. To był niezwykły czas. Ten obsesyjny indywidualista poczuł się narzędziem: coś mówiło przez jego usta. Poetyckie piękno straciło znaczenie, stało się ubocznym produktem mist...