Posty

Wyświetlam posty z etykietą Słowacki Juliusz

Człowiek, kiedy się nawróci, kompletnie głupieje

    Słowacki się nawrócił. Kiedyś, dla poratowania wątłości swojej będąc w nadmorskim miasteczku Pornic. Bóg z retorycznej figury, ozdobnika tekstów stał się Obecnością. Bóg, natura, ewolucja, wędrówka dusz i ojczyzna, wszystko zawirowało i wskoczyło na swoje miejsce, tworząc krystalicznie spójną całość. Niebezpieczne, kiedy tworzą się takie całości nieznające pęknięć, prawda?      Niezwykłe: po mistycznym przełomie Słowacki przez pewien czas odczuwał neoficką potrzebę zaprzeczenia temu, jaki był wcześniej. Przytępił swój złośliwy dowcip, pokochał wrogów. Próbował nawet się bra-tać! Z Paryskimi Polakami, którzy go nienawidzili. Co najważniejsze, z Nim, Adamem. Wstąpił do Towiańczyków, ukorzył się przed Mickiewiczem. Polaczkowie patrzyli, łasi tego poniżenia.     To był niezwykły czas. Ten obsesyjny indywidualista poczuł się narzędziem: coś mówiło przez jego usta. Poetyckie piękno straciło znaczenie, stało się ubocznym produktem mist...

Juliusz, Joanna, Zygmunt, czyli jak mszczą się poeci

Obraz
     Dziś będzie poetycko i nie dziecięco, tylko dorośle. I niewesoło.     Mężczyzna, który napisał wiersz, dla tej kobiety uczuciowo właściwie się nie liczył. Pewnie boleśnie dotknęło go, że był dla niej zawalidrogą, amantem od siedmiu boleści, kimś, kogo kokietuje się z braku lepszego obiektu i żeby nie wyjść z wprawy, podczas gdy tamtych dwoje, najmocniej przez niego ukochanych, od razu znalazło wspólny język. Bo najpierw Joannę Bobrową jej mężowi odbił najbliższy przyjaciel Juliusza, Zygmunt Krasiński. Odbił, po czym na rozkaz ojca porzucił, ale zanim porzucił, żył z nią pełnią życia, jak miał w zwyczaju, dedykował utwory, opisywał w listach. Cóż, oboje mieli wprawę w romansowaniu, poruszając się w żywiole miłości jak ryby w wodzie. Z kolei Juliuszowi kobiety najczęściej odbijano. Natomiast te, które za łatwo mu przychodziły, czyjeś córki na wydaniu, przyzwoite panny, umiarkowanie bystre i bogate, on lekceważył, jak wiemy, nigdy rodzin...