Juliusz, Joanna, Zygmunt, czyli jak mszczą się poeci

     Dziś będzie poetycko i nie dziecięco, tylko dorośle. I niewesoło.
    Mężczyzna, który napisał wiersz, dla tej kobiety uczuciowo właściwie się nie liczył. Pewnie boleśnie dotknęło go, że był dla niej zawalidrogą, amantem od siedmiu boleści, kimś, kogo kokietuje się z braku lepszego obiektu i żeby nie wyjść z wprawy, podczas gdy tamtych dwoje, najmocniej przez niego ukochanych, od razu znalazło wspólny język. Bo najpierw Joannę Bobrową jej mężowi odbił najbliższy przyjaciel Juliusza, Zygmunt Krasiński. Odbił, po czym na rozkaz ojca porzucił, ale zanim porzucił, żył z nią pełnią życia, jak miał w zwyczaju, dedykował utwory, opisywał w listach. Cóż, oboje mieli wprawę w romansowaniu, poruszając się w żywiole miłości jak ryby w wodzie. Z kolei Juliuszowi kobiety najczęściej odbijano. Natomiast te, które za łatwo mu przychodziły, czyjeś córki na wydaniu, przyzwoite panny, umiarkowanie bystre i bogate, on lekceważył, jak wiemy, nigdy rodziny nie założył. Po czarującym, bogatym i ustosunkowanym Zygmuncie ten ubogi, niewysoki, chudy brunet, nawet jeśli zjadliwie inteligentny, mógł być Bobrowej wielce niemiłym. Więc Krasiński był między nimi, nawet, kiedy go już w życiu Bobrowej nie było, kiedy go opłakiwała, jako ten trzeci, niezapomniany kochanek, któremu na karesy Juliusza skarżyła się Joanna.





     Była jeszcze jedna sprawa: Joanna mogła się go zwyczajnie bać, a obawiąjąc - wyśmiewać. Wyśmiewać nie tyle adorację, ile nastawienie duchowe Słowackiego, jego monomanię. Był to czas, kiedy Juliusz doświadczył mistycznego widzenia, objawił mu się Bóg. Mało tego, Bóg złączył się w jedno z Ojczyzną, w monumentalnej, przerażającej, pięknej wizji. A czy są piękniejsze, ważniejsze tematy rozmów, jak Bóg i Ojczyzna, Król-Duch? Słowacki żył, jakby obcięto mu powieki: wiecznie widział światło. Do tego wiecznie dawał temu świadectwo. Mało tego, świadectwa, choć porażająco obfite, trącące geniuszem i mocą poetycką, były też bardzo niespójne. Słowacki zwariował - tak można było myśleć, tak dziś możemy myśleć. Co piękniejszego, niż podzielić się z ukochaną swoim objawieniem? Joanna nie miała ochoty na potrójny terror miłości, Boga i Polski. Niedomiar ducha - czy to wada, czy zaleta?
     W jakim natężeniu emocji żył ten człowiek? Bóg, ojczyzna i zakochanie, splot najmocniejszych spraw, z których każda jest w stanie zmielić świadomość człowieka i ukształtować ją na nowo. Z tego zakochania powstał porażająco smutny wiersz, który jest literacką zemstą zarozumiałego poety, niekochanego mężczyzny. Piękny.

Do Pani Joanny Bobrowej

O! gdybym ja wiódł Panią do kaskady!
To tak jak ludzie przyjaciołom wierni,
Aż tam bym zawiódł, gdzie pył leci blady
Śród leszczyn w Gisbach - a śród laurów w Terni.

Dzikie bym zrywał na murawie kwiaty,
A Pani w skałach siadłabyś myśląca,
Jak anioł skrzydłem kaskady skrzydlaty -
Czekając znad skał śpiewu - i miesiąca.

Gdybym ja Panią do kaskady woził,
Może bym wieczną tam zatrzymał siłą -
Spiewem skamienił i lodem zamroził,
I kazał tęczom świecić nad mogiłą.

Lecz nie powiodę do takiego zdroja,
Bo teraz straszna jest ducha kaskada;
To cały duch mój i cała krew moja,
Która na Polskę chce upaść - i spada.

Raz ty, porwana tym strumieniem gminnym,
Byłabyś nigdy nie wrócona światu;
Dlatego poszłaś gdzie indziej - z kim innym;
Ręki się bojąc dać dawnemu bratu.

Bo dzisiaj Polka ciekawość pokona,
A jej nie karmi to, co tłum paryski,
Gdy w sercu Polska duchem urodzona
Jak nimfa wstaje z perłowej kołyski.

Dzisiaj siedzącej przed kaskadą w koczu
Sumnienie Pani powie samo głuche...
Że niegdyś łzy się tak sączyły z oczu!
A dzisiaj! oczy patrzą - takie suche!

Czyś tym przeklęta, czy błogosławiona,
Że serce zimne - oczy łez nie leją?
Powie ci kiedyś mogił druga strona,
Gdzie serca pękną - albo się rozgrzeją.

Co do mnie - wiem ja, jak to praca pusta
Serce kobiece na czas prze-anielić!
Dlatego odtąd - wiecznie zamknę usta,
I wolę nie być z Panią - niż zgon dzielić.

Bo to okropnie! rany pozamykać,
Zagoić wszystkie dawne serca blizny!
Iść - i aniołów już nie napotykać!
Już nie mieć ani serca! - ni ojczyzny!

Gdybym był duchem wersalskiej natury,
A taką Ciebie między tłumem zoczył,
Zleciałbym na cię jak kaskada z góry,
Porwał - i rzucił w przepaść - i sam skoczył.


Komentarze

  1. bardzo
    smutny
    bardzo
    niewymownie
    bardzo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile pamietam, pozniej nie bylo juz innej kobiety. "isc i aniolow juz nie napotykac"- wydaje mi sie, ze wiem, w jakim mogl bc nastroju.

      Usuń
  2. wiem ze wiesz
    tym bardziej bolesny tekst
    w ogole bolesny

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdyby nie te nieszczęśliwe miłości, nie powstałoby dużo utworów, a i Andersen miałby problem z baśniami...

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimie, no tak szczerze: wolelibyśmy spokojnie sobie żyć, czy napotykać stada aniołów? Na szczęście wrodzona złośliwość nie opuściła Słowackiego nawet po nawróceniu, bo nie było mu łatwo. Napisał jeszcze jeden wspaniały wiersz: "Wielcyśmy byli". Prawdziwe, czy nie, nawrócenie nadało jego wierszom bogactwa emocji. Złośliwość pomieszana z czułością - ach!

    Złota Bramo: Ib i Krystynka? :))

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Skarby! Skarby! Abner Graboff CO POTRAFIĄ KOTY?, BYŁA RAZ STARSZA PANI

Walking on broken glass Lustrzana tom 2. Zaginieni z Księżycowa