Do szczęścia nie trzeba wiele - LATO STINY LENY ANDERSON

     Jakie piękne lato w tym roku. Mnie to piękno niemal niezmąconego błękitu przeraża, bo kompleksji jestem raczej słabej, a przede wszystkim jasnej, stworzonej przez umiarkowane słońce i cztery pory roku. A ponieważ niedawno wysłuchałam opowieści o wakacjach w upalnej Szwecji - 30stopni! - dziś będzie o tym, czego, według Szwedów, dzieciom w wakacje potrzeba do szczęścia. W wielu wakacyjnych historiach dla dzieci powraca dziś taki motyw: dziecko jedzie do miejsca, które diabeł nakrył ogonem i bez internetu, telewizji, morza zabawek... bawi się całkiem dobrze, a nawet bosko. Jak sądzicie, jakie atrakcje zwiastuje poniższy widok?



     Bohaterka dzisiejszej letniej książki ma włosy białe, a buzię ogorzałą. Morze, w którym się chlapie, częściej jest zimne niż ciepłe, wydaje bursztyny, nie perły. To historia kilkuletniej Stiny, która spędza wakacje u dziadka. Dziadek zaś mieszka na wyspie w malutkim domeczku. Szwedzka ilustratorka i pisarka Lena Anderson stworzyła przecudną książkę, która jest pochwałą prostoty: Lato Stiny, wydane przez poznańskie Zakamarki.  



     Co robić na skalistej wyspie, jedynie z bliskim człowiekiem w zasięgu wzroku, w otoczeniu niewielu przedmiotów? Można oszaleć - cywilizacyjna bestia w nas zaczyna się niespokojnie rzucać. A Stina znakomicie się bawi. Wypływa z dziadkiem wyciągać sieci rybackie. Zdobycz: turbot, dwa okonie i cztery flądry to dla dziadka "całkiem przyzwoicie", ale staruszek z filozoficznym spokojem przyjmuje tak pełną, jak i pustą sieć. Te rybki smaży się potem na maśle i podaje z koperkiem i młodymi ziemniakami. Zapewne wybiegane i wysmagane wiatrem dziecko jest głodne i nie grymasi. Nic o słodyczach i wymyślnych rozrywkach - na deser i na prezent jest miód.
     Stina to łowczyni skarbów: zbiera to, co wyrzuca Bałtyk. Pióra, kamyki, oszlifowane drewno, muszle. Zbiory chowa do skrzyneczki ofiarowanej przez sztormowe morze. Nie ma więc pragnienia wciąż nowych przedmiotów, nie ma szaleństwa wakacyjnego kupowania, bo i podniet tego typu na wyspie brak.

 
     Ta monotonia codziennych czynności nie nudzi małej bohaterki. Bo i dzieje się czasem coś nadzwyczajnego! W pierwszej części książki punktem kulminacyjnym jest sztorm, który Stina koniecznie chce obejrzeć, więc wykrada się wieczorem z domu. W drugiej opowieści dziadek zabiera dziewuszkę z wizytą do swego przyjaciela Axela zwanego Bujdą. Bujda ma huśtawki nastrojów i mieszka samotnie na Bożym Kciuku - skalistym cyplu. Przyjaciel, który troszczy się o Bujdę, jest w tej sytuacji nieodzowny.



     Tym, co mnie szalenie ujmuje w Lecie Stiny, jest zderzenie monotonii krajobrazu (niebo, woda, skały, czasami plama kwiatów) z intensywnością życia małego dziecka, któremu do szczęścia potrzeba niewiele.
Dziecku potrzeba zrównoważonego dorosłego - o tym swoją opowieścią mówi Lena Anderson. Jak wiele Stina ma swobody! Akurat tyle, żeby wszystkiego doświadczać, i żeby móc przeżyć niebezpieczną przygodę, a w chwili strachu poczuć opiekuńcze ramiona dziadka. Zgadnijcie, jaka jest reakcja dziadka, kiedy znajduje wnuczkę na omywanych sztormem skałach? Lubię też Bujdę. Szalony łgarz, którego fantazje dziadek przyjmuje bez najmniejszego sprzeciwu.
Nikt jej nie podtyka pod nos coraz to nowych podniet, przez co dziewczynka skupia się na tym, co dosłownie ma przed nosem, oczyma, pod stopami, dłońmi - na pasjonującej codzienności. To mikrologiczne dziecięce obserwacje życia w kałuży czy faktury przedmiotów.
     Ta historia jest tak zrobiona, że skupiamy się na niewielu, ale wyrazistych elementach: emocjach, doznaniach, barwach, przedmiotach. Niewiele tu tekstu, ale ponieważ napisała go sama ilustratorka, tworzy harmonijną całość z obrazami. Lena Anderson, którą znać możecie z obrazów do zakamarkowej Linnei, maluje cudowne akwarele, na których widzimy odmiany światła i morza podczas poranka i zachodu słońca. Jest Bałtyk gładki jak lustro i wściekle skłębiony nocą. Lubię te pojedyncze kępy kwiatów na jej obrazach, plamę światła z okna w burzową noc, stareńkie twarze dziadka i Bujdy. 
     Polecam, bo piękne. 

autor: Lena Anderson
tytuł: Lato Stiny
przekład: 
wydawnictwo: Zakamarki
rok wydania:

Komentarze

  1. Piękne te ilustracje, dokładnie tak dla mnie wygląda szwedzkie lato na skalistych wysepkach :) Dziękuję Ci za ten post, sięgnę pewnie po tę książkę spojrzeć na lato oczami Stiny, oczami dziecka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, Ty wiesz o szwedzkim lecie nie tylko z książek :D takie piękne zdjęcia u Ciebie!

      Usuń
  2. Piękne ilustracje i Twoje słowa opisujące historię. Lubię takie klimaty, szwedzki spokój, rybki i miód :). Kupię tę książkę swojej chrześnicy 3 latce, bo ostatnio morze bardzo jej się spodobało. Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka bardzo ładna, rzeczywiście mówi o spokoju. I podoba mi się, że to Bałtyk, a nie jakieś cieplutkie morze :D

      Usuń
  3. Zakochałam się w tych dwóch opowiadaniach. Pięknie zilustrowane historie przypominają o tym, jak można cieszyć się latem i świeżym powietrzem; odetchnąć pełną piersią, z dala od gadżetów. Kwintesencja wakacji i dzieciństwa:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to ciekawa jestem, gdzie spędzałaś wakacje i z czym się Tobie kojarzy wakacyjny spokój :D mi z upałem na wsi, z końmi pasącymi się na łące, drogą nad jezioro prowadzącą przez las...

      Usuń
  4. Książki z tym tematem wkrótce będą naprawdę POŻYTECZNE - taki mam wniosek pod koniec wakacji. Chce się użyć słowa "masakra", aby opisać to, jak dzieci spędzają wakacje. I to nie jakieś dzieci z dala, w miastach, ale dzieci bliskie, czasem nawet i moje własne. Uciekają w tablety, które mają na własność (już trzyletnie). Ale jak im się poodcina te wszystkie zdobycze nowoczesności, to się okazuje, że mija godzinka i potrafią się świetnie bawić piachem, patykami i kamieniami. Kocham obserwować tę zabawę z niczym, z trawą, polem, wiatrem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W rządowym elementarzu tablet należący do dziecka został zastąpiony "tabletem taty" :) Kurcze, dzieci zapominają o czymś takim, jak wysiłek fizyczny! A po dniu spędzonym na bieganiu tak się dobrze śpi!

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Wywietrzyć wietrznicę, oświetlić świecka - "Paskudki słowiańskie"

JUŻ, JUŻ! Katarzyny Wasilkowskiej

Juliusz, Joanna, Zygmunt, czyli jak mszczą się poeci