Chotomszczyzna w poezji, butenkowość w obrazie - BOBRY MÓWIĄ DZIEŃ BOBRY!

     Bibliografia Wandy Chotomskiej jest przebogata. Liczba dzieł zilustrowanych lub samodzielnie wytworzonych przez Bohdana Butenkę - niezmierzona. O obojgu mówi się w pełnym szacunku przyklęku. Rzeczywiście, ona dla słowa, on dla ilustracji w książce dziecięcej zrobili tyle, że do dziś się ich czytuje i naśladuje.
     Dwoje gigantów twórczości dla dzieci współpracuje ze sobą od 1958 roku, od czasów debiutanckiego tomiku Chotomskiej Tere-fere i odcinkowej, świerszczykowej Panny Kreseczki*. Rok później były Wiersze pod psem, także zbutenkowane. Świszcząco biedna i namiętnie opresyjna w zakresie treści i formy Polska Ludowa, a wydała takie świeże kwiaty. Jakże to? 
     Dziś ograniczeń treściowych i jakościowych nie ma. Tak Butenko, jak i Chotomska są artystycznie czynni, dwojgu wielkich znów zachciewa się coś razem robić. Dostajemy od szacownej firmy Znak (Emotikon) wierszyki Bobry mówią dzień bobry! Zobaczmy, czym nas dzisiaj karmią. 



     W moim dzieciństwie podpis Butenko pinxit gwarantował niesamowite doznania z książką. B.B. umiał zawładnąć tekstem tak, by go niepowtarzalnie ozdobić i genialnie pokroić. Przez lata przyzwyczaił nas do kilku rzeczy: do uproszczonej humorystycznej kreski, do ekspresyjnego koloru, do zagarniania dla siebie płaszczyzny kartki (o ile nie całej książki!).  
     Okładka twarda i sympatycznie butenkowa: 

 

    Zdarza się w Bobrach, jak widać powyżej i poniżej, charakterystyczny, ręcznie pisany, rozłażący się w różnych kierunkach tekst. Jednak o architektonice książki (tutaj fajnie o tym) i jakimkolwiek radykalizmie w tym przypadku mowy nie ma. Tutaj rysownik jest towarzyszem poetki. Na przedtytułowej Butenko, na tytułowej Butenko, a dalej jeszcze raz Butenko i... na 211 stron mamy raptem 25 stron Butenki. No, ja tam się nie najadłam i mam poczucie, że Mistrz się tym razem nie napracował. Dorosłemu czytelnikowi migną w tle Gapiszon oraz Gucio i Cezar. Nie mam poczucia, że Butenko z tej książki zrobi na dziecku wrażenie.



     Ale do rzeczy, to jest - do słowa. Wiersze dla dzieci silnie kojarzą się z dydaktyką - bo w mowę wiązaną często idzie to, co trzeba wsączyć do dziecięcej głowy. Kojarzą się z siermiężną prostotą, bynajmniej nie piosenkowo-wyliczankową, tylko językiem paskudnych zdrobnień i tanich rymów. Bawiąc uczy, ucząc bawi, brrr. 
     Chotomska ma wielkie poczucie humoru, a przy tym cechuje ją to, co cenię w poezji dziecięcej - nie ma stałej potrzeby bycia jajcarą, potrafi być liryczna. Jest wynalazcza, przeważnie rymuje lekko i z fantazją. Świetnie miesza wyrafinowany język z przaśną i jędrną mową potoczną. Wysnuwa kapitalne mini-historyjki, jak choćby ta o zebrze, która w karnawale wybierała się na bal: 
A teraz wyobraźcie sobie,
że ktoś, kto jest koniem,
wcale nie stoi przy żłobie,
tylko przy telefonie
i dzwoni - telefoni
do swojej kuzynki zebry
- Kochana zebro,
kuzyneczko,
zebrało mi się
na wyznanie - 
na bal dziś muszę
zebrać siły,
wystąpię jako
przebieraniec,
co bardzo kocha
swą rodzinkę,
więc się przebiorę
za kuzynkę 
  Ten wierszyk należy do Gdybajek - dowcipnych wierszyków opisujących nie- i prawdopodobieństwa: alternatywne losy Czerwonego Kapturka, losy świata w przypadku, gdyby tygrysy jadły irysy, pretensje kogucika-szkielecika, że nie miał tatusia strusia (mięśniaka) itp. Śmiech w czytelniku bierze sie ze świata na zewnątrz języka i z samego języka. Bobry mówią "dzień bobry", bo są zakatarzone. Kucharek sześć fika w barze mlecznym i robi rejwach. Wierszyki poddane słowu "gdyby" popadają w zabawną rutynę. Są jeszcze Rymy i rymki oraz Limeryki.  
     Nuta nostalgii brzmi w tych wierszach. Cylindry i meloniki, krawcy szyjący kubrak igłą z nićmi, halka, magiel i opera - język Chotomskiej odbija świat, który zanika, przedmioty, zawody, zwyczaje, ale i frazeologię, która coraz uboższa i coraz mniej poprawna... Jest tu jeden taki tekst:
Najpierw z szafy wyszły pelisy - 
płaszcze podbite futrem.
- Dlaczego uciekacie?
- Uciekamy przed jutrem.
Za chwilę nas nie będzie
w żadnej szafie, na żadnym grzbiecie.
- A gdzie pójdziecie?
- W Krainie Niepamięci
jest dla nas miejsce teraz
i tylko w dawnych książkach
ktoś czasem nas wyszpera
  Toteż z limeryków szczególnie się cieszę, bo nie ma to jak wyrafinowana i dobitna for(e)m(k)a poetycka w dobie ubożejącego języka! Limeryki Chotomskiej przywołują niezrównanego Pana Leara (a szczególnie Donga co ma świecący nos, niesamowicie opracowanego w 1961 roku przez Butenkę - jeszcze tu zawita).
     Byłoby wspaniale, gdyby wszystkie tekściki były dobre. Niestety, Poetce zdarza się dorymować coś na "tak zwane odwal się", porobić wersy nierytmiczne i niespecjalnie sensowne. Ale na ogół jest bardzo dobrze. Pardon: bardzo bobrze.



     Powrócę do wizualnej strony książki. Na początku posta marudziłam, że, co prawda Butenko, ale nie taki, jaki by mi się marzył. Powiem więcej: książka prezentuje się ubożuchno. Wiersze złamane tak, że to, co zajęłoby najwyżej stronę, rozwalone jest na strony dwie. Nie wiem, czy dziwna wersyfikacja (króciutkie wersy) to inwencja poetki, czy wybieg, by zająć więcej miejsca. Okładkowa cena w stosunku do zawartości jest nieco krzywdząca (zwłaszcza, że kilka ostatnich kartek za spisem treści zajmują reklamy innych książek serii).
     Ale przez to, że książka jest szara, rozszalała mi się wyobraźnia. Zaczęłam zwyczajnie słuchać Chotomskiej. I ponownie pomyślałam o tych wierszach, których mizeria teściowa i formalna zakryta jest przez  zdobnictwo ilustratora. A przeciez to jezyk mamy czuć, jego gładkość, kamienistość, wspaniałą składnię, poszczególne słowa i całe obrazy. 
     Innymi słowy - było owocnie. I polecam pluspięciolatkom. Czytajcie im wiersze, rodzice! 
  * wznawiane obecnie przez Muzę, we współpracy z Muzeum Książki Dziecięcej

Za egzemplarz bardzo dziękuję Wydawcy!

autor: Wanda Chotomska
tytuł: Bobry mówią dzień bobry!
ilustrator: Bogdan Butenko
wydawnictwo: Znak Emotikon
rok wydania: 2014

Komentarze

  1. ha ha super
    wreszcie cos dla mnie
    czy ktos tłumaczy K.A. Skomsvold Litt trist matematikk i Monstermenneske, gdzis czytalem że ktos sie zabiera ale kto???
    pozdrowienia nieparyzu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może pani, która tłumaczyła pierwszą książkę Kjersti? tak, anonimie, ty z pokolenia Chotomskiej i Butenki! Uśmiechy :D

      Usuń
  2. Przydałoby się więcej Butenki, ale dobrze, że jest jeszcze Chotomska. :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Wywietrzyć wietrznicę, oświetlić świecka - "Paskudki słowiańskie"

Juliusz, Joanna, Zygmunt, czyli jak mszczą się poeci

Esencja dojrzewania - "Pasztety do boju" Clementine Beauvais