Pamiętnik Blumki

     Poznana ostatnio, bardzo przeze mnie lubiana za swą twórczość młoda ilustratorka powiedziała, że kupuje sobie książki dla dzieci. Dziś to żaden wstyd, prawda, kidultsi? A i powoli nie snobizm.
     Pamiętnik Blumki kupiłam sobie w nagrodę za ciężką pracę. Lubię mieć go w ręku, przyjemność posiadać tę książkę. Postrzegam ją dwuwymiarowo: jako opowieść o Korczaku i jego dzieciach oraz jako jeden z najpiękniejszych do tej pory oglądanych picture booków.
 
    W książkach obrazkowych (tutaj definicja) ważne są proporcje tekstu i obrazu, dopełnianie się, przenikanie, wzajemne objaśnianie. Tekst bywa esencjonalny, poetycki, aforystyczny. U Chmielewskiej jest nieozdobny, dopełniający obraz. 
Zawsze się zastanawiam, czy estetyzacja, ten dodatkowy walor piękna, dodany do tematu wymagającego delikatnego ujęcia, nie fałszuje go. Podobnie jak poetyckość, rozmywanie znaczeń, surmy grzmiące metafor. W Pamiętniku Blumki uderza mnie takt i subtelność; piękno, które nie przytłacza. Autorska książka Chmielewskiej jest dla mnie najdoskonalszą, najbardziej subtelną opowieścią o żydowskim Domu Sierot na Krochmalnej. Poszczególne obrazy rozkwitają znaczeniami i budzą emocje, mówiąc więcej niż klasyczna narracja.  


     






Urzeka mnie sposób, w jaki Chmielewska wywołuje "dawność". Obok sepii i spłowiałych kolorów, obok cienkiej precyzyjnej kreski atramentem, używa materiałów o niejednolitej fakturze. Przywołuje marmurkowe oprawy książek i takiż papier. Poszczególne karty naśladują różne rodzaje papieru, papier włóknisty, prążkowany, makulaturowy. Kartka ze starego zeszytu w linie z marginesem może utworzyć latający dywan, menorę albo schody. Chmielewska "słucha" materiału, obserwuje układ linii, czy wzór i do niego dopisuje własne elementy.  
     Książka jest zapisem życia, sporządzonym przez dziewięcioletnią dziewuszkę. Tak pamiętnik, jak i sama Blumka nie zaistniały naprawdę. Jednak istnienie podobnego pamiętnika nie jest niemożliwe; w Domu Sierot pisało się wiele. Korczak, sam skrzętnie gromadzący  obserwacje, zachęcał dzieci do autorefleksji - prowadzenia osobistych zapisków. Mówią nam o tym Józki, Jaśki i Franki, w których cytował niewprawne próbki dziecięcych wynurzeń, czy prowadzony z pasją Mały Przegląd - pierwsza gazeta, tworzona w pełni przez dzieci. Blumkowego tekstu jest niewiele. Po dziecięcemu prosty, ujmująco staranny: słowa odważone przez małą dziewczynkę, która dostaje jeszcze stopnie za swoje szkolne wypracowania.


     Podobnie zdjęcie, przedstawiające dwanaścioro dzieci z Domu Sierot, które opisuje Blumka. W Domu na Krochmalnej był zwyczaj robienia zdjęć grupowych: dzieci w sali, dzieci na podwórku, przy lekcjach, na kajakach. Dlaczego te, a nie inne dzieci? Dlaczego nie wszystkie? Niesprawiedliwość pamięci. Buzie na pierwszym planie wyraźne, a te dalsze stracone nawet dla domysłu. Materialne ślady podwójnej zagłady: Shoah i niepamięci. Tak to już jest z fotografią, najpierw wyrywa przedmiot z siatki zależności (bo fotografia to mgnienie), później przedmiot, do tej pory konkretny, staje się typem, reprezentantem, powoli traci indywidualność. Ktoś zaistniał, bo go sfotografowano. Gdzie jest teraz? Czy nadal istnieje? Kto o nim pamięta?


   


       
     





Tyle czułości było w Domu na Krochmalnej, ile rozdały dłonie Pani Stefy i Pana Doktora. Opiekunowie starali się nie wyróżniać dzieci. Przytuleń mogło być więcej niż w normalnym sierocińcu, ale wciąż za mało. A pamiętanie? Dwie setki dzieci bieżących można ogarnąć doraźną pamięcią, ale tych dwusetek było w życiu Doktora wiele; szesnastoletnie pisklęta bezwzględnie wypisywane były z Sierocińca, żeby zrobić miejsce kilkulatkom. Dla dziecka z sierocińca Blumkowe zapamiętanie może być więc aktem czułości. I znowu jest tak, że  postacie dzieci u Iwony Chmielewskiej inspirowane są prawdziwymi, które uwiecznił Korczak choćby w Pedagogice żartobliwej. Przy okazji opowieści o dzieciach snuje się opowieść o osobliwych zwyczajach Domu i o Doktorze. 
Ta dziewczynka z krótkimi włosami to Reginka. Kiedyś miała warkocz długi do pasa, ale zachorowała.
Reginka zawsze wygrywa konkursy na najwięcej przeczytanych książek. Co wieczór, gdy leżymy już w łóżkach, prosimy, żeby opowiedziała nam o tym, co przeczytała. Nawet pani wychowawczyni nie umie tak ładnie opowiadać. 


    
    Szpetny, chłopięcy jeżyk może ujął Regince urody, ale w sypialni wieczorem to ona sprawuje władzę. Piękna metafora tego karmienia opowieściami: schody z książek, po których wędrują dziewuszki w nocnych koszulach. Kilka stron dalej, kiedy poznajemy Hannę, krnąbrną i wyobcowaną dziewczynkę, to właśnie Reginka będzie ją oswajać czułością i podziwem - w niezwykle intymnej chwili przyjaźni splatając w warkocz długie włosy Hanny.
To jest Kocyk. Nikt nie pamięta, jak naprawdę ma na imię. 
Kiedy do Domu Sierot przyjechały fury z węglem na zimę, wszyscy pomagaliśmy przy rozładunku. A Kocyk nosił węgiel w nocniku. Nikt się nie śmiał. I wszyscy mówili mu, jaki jest silny i wytrwały. Kocyk ma dopiero pięć lat.

 


    Dzieci Chmielewskiej rysowane są z czułością. Ubożuchne, w poskręcanych w obwarzanki pończochach, dziewczynki obcięte na pazia, chłopcy - na jeża. Kocyk, w swoim dziecięcym fartuszku, z rękoma założonymi na plecach, spoglądający z wysokości swoich pięciu lat, jest wzruszający. A jego umorusane dłonie u dołu strony zachęcają, żeby przyłożyć do nich nasze.

Będzie jeszcze Aron, najlepszy krawiec w Domu Sierot, którego w nocy męczą złe sny. Będzie Szymek, przed pobytem u Doktora młodociany bandyta. Będzie Stasiek, o jednej nodze krótszej, najbardziej lubiane dziecko w Domu.




     Kiedy Blumka opowiada, stara się o każdym z dzieci powiedzieć coś dobrego. Zupełnie jak Doktor, przekonany o skuteczności zachęcania, nagradzania, wybaczenia, dawania kolejnej szansy. Konkursy w pracach domowych, poszukiwanie aktywności najlepiej rozwijających indywidualne talenty, dyżury, koleżeński sąd - to wszystko stanowiło o osobliwości Domu Sierot, małego państwa sprawiedliwości. Z jednej strony prawo do zabawy, czułości i opieki, z drugiej poszanowanie godności małych i przekonanie, że dziecko potrafi prędko uczyć się i odtwarzać wzorce wspólnoty dorosłych: odpowiedzialność za wspólne dobro, docenianie pracy i prawa. Dom był nie tylko przytuliskiem, był eksperymentem; Korczak wierzył, że można ukształtować pokolenie ludzi odpowiedzialnych, którzy żyć będą nie tylko dla siebie, ale będą zdolni zmieniać rzeczywistość. Jednak Joanna Olczak-Ronikier w biografii Korczaka wspomina gorące dyskusje nad jego programem wychowawczym. Bo co może w życiu czekać żydowskie dziecko karmione herezjami o sprawiedliwości dla wszystkich. O tym, że za dobrą pracę należy oczekiwać godziwej zapłaty.  Albo że w kontaktach z ludźmi wystarczy odwołać się do racjonalności.

     
 Sam Korczak na kartach opowieści jawi się tak.
 Bo skłonność do figli przecież nie ujmuje człowiekowi godności, prawda?
 

     Wędruje po książce motyw gwiazdy Dawida, wtapia się w znaną rzeczywistość, odciska na niej piętno. Mimo, że Pamiętnik Blumki to opis rzeczywistości przedwojennej, mamy w kącie świadomości Umschlagplatz. Gwiazda Dawida, będąca symbolem przynależności, stanie się symbolem ekskluzji. Wiemy też, że w międzywojniu Mośki, Joski i Srule w społecznym postrzeganiu różniły się od Józków, Jaśków i Franków z Naszego Domu - polskiego sierocińca prowadzonego przez Korczaka wspólnie z Maryną Falską. Dziś bezdyskusyjne jest, że Blumce i jej przyjaciołom należy się czuła uwaga. Ale przecież wówczas nie tak było. Korczak, nieustannie przedstawiając je polskim czytelnikom z imienia, pozbawiał żydowskie dzieci anonimowości. Miało to konkretny cel: pokazać, że dziecko pozbawione jest właściwości budzących wstręt. Że polskie, żydowskie - tak samo nieszcześliwe i godne opieki. Pisze o tym Olczak-Ronikier, o stałych próbach przełamywania oporów przed pomocą Żydom - obcemu elementowi


     Na kartach tej książki wszystko się splata, zachęcając do dziecięcej uważności i dorosłej egzegezy. Elementy wędrują po stronach, powtarzają się, zmieniają znaczenie. Drzewo z rozłożystą koroną, które przewija się przez karty, na jednej ze stron wyrośnie koroną w dół. Zwyczajnie - odwrócony do góry nogami obrazek, czy nawiązanie do mistycznego Drzewa Życia? Trójkąt szkła z szyby pokrojonej w gwiazdę Dawida kilka stron dalej staje się wieczkiem dziewczęcego "sekretu" - dołka w ziemi, ukrywającego kwiaty. Jeżeli w dzieciństwie mówiliście "chodź, pokażę ci sekret", to właśnie z wami Chmielewska utworzyła wspólnotę czytelników znaków. 




   Miło mi poinformować, że zgłosiłam ten tekst na konkurs "Blogerzy dla Korczaka", tutaj link do strony organizatora. Jeżeli śledzicie wpisy na moim blogu, wiecie, że "korczakowych" wpisów kilka się pojawiło. Bardziej lub mniej składne, ale osobiste :) Jeżeli wyrazicie w jakiejkolwiek formie swoje poparcie będzie arcymiło!  

12.12.2012 Jeżeli chcecie aktualności i pozostałych wpisów o Korczaku, bo w Nieparyżu gościł kilka razy! zajrzyjcie tutaj 

autor: Iwona Chmielewska
tytuł: Pamiętnik Blumki
ilustracje:
Iwona Chmielewska
wydawnictwo: Media Rodzina
rok wydania: 2011

Komentarze

  1. Liao też ostatnio wpadł mi w oko, nie miałam okazji go czytać, ani nawet dotykać, ale chyba sobie kupie za ciężką pracę:)
    Miewasz czasami tak, że wpatrujesz się przez długie minuty w jakieś stare zdjęcie i dopowiadasz życiorys sportretowanych?

    OdpowiedzUsuń
  2. Obejrzyj Liao i powiedz, co myslisz! Nie lubie szalenstwa na punkcie jakiejs ksiazki czy wydawnictwa, ale Liao ma cos w sobie.
    Zlota Bramo, zdjecia silnie dzialaja, mam kilka starutkich zdjec Poznania, fotograf chwytal codziennosc, a nie odswietnosc. Pewnie wstawie je tu kiedys.
    Meczy mnie glownie to, co nie zostalo ujete, co na zdjeciu jest tylko skrawkiem.

    OdpowiedzUsuń
  3. No, w końcu masz swoją Blumkę ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję Nagrody. Świetne. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Książka już, mam nadzieję, jest dla mnie pakowana do wysyłki.
    Bez Ciebie nawet nie wiedziałabym o jej istnieniu - dziękuję bardzo!

    Próbowałam kiedyś napisać recenzję książki, żałosna to była próba...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. FuNi!ta, impresje, wrażenia z lektury, które są bardzo cenne, na pewno umiesz zapisać. Dobrze przeczytać o treści, słabych i mocnych stronach książki. Lubię porządne recenzje. Ale lubię też pisanie "wrażeniowe". A twój list do Korczaka naprawdę był świetny - napisałam o tym u mnie. W ogóle fajnie piszesz.
      A książka Chmielewskiej jest piękna. Gdybym posiadała taką w dzieciństwie, pewnie miałabym mnóstwo dobrych związanych z nią wspomnień.

      Usuń
  6. Wcześniej nie słyszałam o tej książce, teraz czytamy ja z moim młodym smykiem .... choć on jeszcze się wszystko rozumie ale zadaje mnóstwo pytań mogłam podjąć trudny temat....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to świetnie, że czytasz dziecku taką książkę, mądrą i piękną, warto! książki obrazkowe silnie działają na widza, a ta jest naprawdę wyjątkowa! ciekawa jestem, jaki duży ten Twój smyk :)
      serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
  7. 21 year old Administrative Officer Kleon Noddle, hailing from Sheet Harbour enjoys watching movies like Destiny in Space and Candle making. Took a trip to Phoenix Islands Protected Area and drives a Ferrari 500 TRC. po wiecej kliknij tutaj

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Skarby! Skarby! Abner Graboff CO POTRAFIĄ KOTY?, BYŁA RAZ STARSZA PANI

Juliusz, Joanna, Zygmunt, czyli jak mszczą się poeci

Walking on broken glass Lustrzana tom 2. Zaginieni z Księżycowa