RZEKA CZASU Peter Goes



A ja wiem, czemu jaskiniowcy nazywali się jaskiniowcy. Bo mieszkali w jaskiniach. A my mieszkamy w domach, więc jesteśmy domownicy.
                                                                                                             Wojtek, lat 8 i 1/2



     Styczeń, z kupowaniem kalendarzy na rozpędzający się rok, to pretekst, by wyciągnąć książki o czasie. Dziś będzie tak szeroko i śmiało, jak tylko można - czas globalny i Rzeka czasu Petera Goesa, czyli historia świata w obrazach. Picturebook słusznych rozmiarów, mniej do rąk, bardziej na stół, jak stare atlasy. W którym czytanie od prawej do lewej oznacza: z ciemnych głębin dawno ku współczesnej gęstej (nie)jasności.



     Na niespełna czterdziestu precyzyjnie rozrysowanych rozkładówkach wielkiej osi czasu oglądamy świat od teoretycznych początków Wielkiego Wybuchu, aż do gazetowo namacalnego teraz. Belgijski rysownik, operujący charakterystycznym stylem, rysuje śmiałe plansze, na których stara się uwidocznić nie tylko upływ czasu, ale następstwo zdarzeń, zmianę, rozwój. Każda rozkładówka to misterna kompozycja składająca się z dynamicznych scenek i statycznych detali opatrzonych zwięzłym, jedno-kilkuzdaniowym komentarzem.




     Najpierw, miliardy lat wcześniej, jest tylko proste życie falujące w oceanie. Potem wielkie jaszczury - i tutaj jedna rozkładówka ogarnia setki milionów lat. Później, gdy lata biegną w setkach, ale tysięcy, pojawia się człowiek. Dziesiątki tysięcy lat - osady homo sapiens. Tysiąclecia - imperia rozrzucone w czasie i przestrzeni (niekiedy koniec jednego podbitego przez barbarzyńców imperium staje się początkiem kolejnego). Później historia przyspiesza, nie patrzymy tysiącleciami, a stuleciami, dziesiątkami lat. Wreszcie rzeka czasu prawie omywa nam pięty - wydana w 2015 roku, książka kończy się na "je suis Charlie" i uchodźcach przepływających Morze Śródziemne. Czyli historia przechodzi w codzienność, w której żyję ja, żyjesz ty i on, z której jeszcze nie sposób odłowić zdarzeniorybek istotnych dla przyszłości.



      Jednak gdyby Goes sztywno trzymał się chronologii, książka byłaby albo schematyczna, albo nieprzejrzysta. Poszczególne rozkładówki przedstawiają zatem zjawiska zachodzące równolegle w różnych częściach globu, klarownie opisują pojedyncze zagadnienia rozciągnięte w czasie i przestrzeni (odkrycia geograficzne - aż do XX wieku, poszczególne kultury rozwijające się w różnych częściach świata). Jeśli młody czytelnik przegryzie się przez książkę i kilkakrotnie przewertuje ją naprzód i wstecz, dostrzeże, jak fakty i zjawiska na poszczególnych stronach wzajemnie się oświetlają.




     Ogląd ułatwia graficzny styl Belga: ciemne barwy z dominującą komiksową czernią, uproszczenie kształtów i uwydatnianie szczegółów znaczących. Udało mu się stworzyć plansze bardzo gęste, ale nie chaotyczne, intrygujące i dowcipne. Jednocześnie dobitnie informacyjne i przepojone artyzmem, niepokojąco namiętną siłą. To picturebook, toteż mówi nie tylko dosłowną informacją, ale sposobem przedstawienia, prowokując różne tryby oglądania (ogląd globalny przynosi inne doznania niż zagłębienie się w detale). Czasem metaforyczna rzeka staje się rzeką dosłowną: Nilem, Eufratem/Tygrysem. Czasem tłum gapiów przeradza się w tłum uczestników społecznej rewolucji.  A wielkość rysunków - czy powiększając, Goes sygnalizuje rangę rzeczy? Przyjrzyj się: na planie pierwszym bitwa, na dalszym planie ktoś zaprzęga woły do pługa, a inny ktoś kupuje owoce na straganie.




     A co składa się na treść? Polityka, obyczaje, wierzenia. Postaci, budowle, przedmioty. Rzeczy przełomowe i te konstruujące codzienność. Bitwy, odkrywcy, geniusze, wielcy i haniebni też. Arcydzieła i popkultura, Mona Liza i Facebook.  Wierzę temu, co Goes mówi o genezie książki: zrodziła ją potrzeba porządkowania wiedzy szkolnej w postaci oderwanych narracji o zdarzeniach. Sama po latach frustrującej i chaotycznej nauki szkolnej cieszę się z każdej niesztampowej książki, jednocześnie mając w głowie marudzenie rodziców-trzydziestolatków, że Strrrasznej historii nic nie zastąpi. Cóż, odrobina porządku w chaosie pożądana - uboższa lub bogatsza w szczegóły, oś czasu jest świetnym wynalazkiem.




      A po co nam wiedza o tym, co było? Odpowiedzi filozofów i metodologów nauczania jest wiele, a niektóre z nich przeraźliwie doraźne. Goes mówi, że choćby po to, by zrozumieć, iż jesteśmy częścią całości. Dlatego każdy kraj, w którym wydawana jest Rzeka czasu, może uwydatnić swą rolę, dopisując wydarzenia ze swej historii na poszczególnych stronicach. Nie w oderwaniu żyjemy, a w kontekście.
 



    Jesteśmy, działamy - pięknym pomysłem jest doprowadzenie rzeki czasu do samego czytelnika i zasugerowanie, że rozumienie i świadome działanie może pomóc uniknąć...  Różnimy się od nich, pomyśli dziecko, oglądając stroje i przedmioty domowego użytku. Jesteśmy wciąż tacy sami, pomyśli dziecko przy kolejnym czytaniu skupiając uwagę na ludziach tłukących się nieustannie pod coraz to innymi sztandarami. Bo im dalej od nas w głąb czasu, tym widać wyraźniej, że konflikty pozbawione propagandowej otoczki, stają się częścią, przepraszam za konieczne uproszczenie, globalnej jatki. Może to rodzić fatalizm, ale może postawę wobec świata aktywną. Tutaj oczywiście bujam w obłokach idealistycznej wiary, że książki mogą coś zmienić.

Znakomity pilot, dobry taktyk, a może przede wszystkim produkt wojennej machiny propagandowej? Przystojny as lotnictwa pojawiał się na pocztówkach...
 
      Ostatnio często przekonuję się, że opowiadanie obrazem pozwala wyrazić coś precyzyjniej, dobitniej. Rzeka czasu z pewnością nie jest książką do jednokrotnej lektury. Nie wyczerpuje zagadnień, nie wyręczy rodzica czy nauczyciela jako objaśniacza czy komentatora. Za to ma wielki potencjał, żeby swoją płynną urodą obudzić ciekawość i zainspirować do dalszych poszukiwań. 

A takie właśnie żarciki skłaniają, żeby książkę oglądać bardzo uważnie...

Zaś tytułem zachęty do kolejnych książek o czasie, zastanówmy się, przez co można iść spacerkiem i co takiego można obserwować przez bite 52 tygodnie? :)


autor tekstu i ilustracji: Peter Goes (tekst we współpracy z Sylvią Vanden Heede)
tytuł: Rzeka czasu
przekład: Iwona Mączka
konsultacja historyczna: Jacek Wróbel
wydawnictwo: Dwie Siostry
rok wydania: 2016
wiek: +/- 10 lat




Komentarze

  1. 20 yrs old Community Outreach Specialist Adella Tomeo, hailing from Gimli enjoys watching movies like Mystery of the 13th Guest and Sand art. Took a trip to My Son Sanctuary and drives a Ferrari 250 GT LWB 'Tour de France' Berlinetta. idz teraz

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Wywietrzyć wietrznicę, oświetlić świecka - "Paskudki słowiańskie"

JUŻ, JUŻ! Katarzyny Wasilkowskiej

Juliusz, Joanna, Zygmunt, czyli jak mszczą się poeci