Widziałem pięknego dzięcioła

Tak nam się w Polsce historia poskładała, że pierwszy września, dzień powrotu z wakacji do szkoły, jest zarazem rocznicą wybuchu wojny wszystkich wojen. Za mojego dzieciństwa tego tematu w dziecięcych książkach nie unikano. Ujmowany był na różne sposoby, przede wszystkim powieściowo. Pamiętam "Na niby i naprawdę" Zofii Lorentz, wakacje, lato, napięcie wyczuwalne nawet dla dziecięcych bohaterów, opis doznań, kiedy nadleciały pierwsze samoloty. Pamiętam wielokrotnie czytaną "Tarninę" Jerzego Szczygła i to, jak mocno mi ta solidarnie budowana tarninowa kryjówka i wzajemne opiekowanie się sobą kilkorga chłopców przypomniało arkę żydowskich dzieci Marcina Szczygielskiego. Śmierć Stefka, nie wiem, czy nie pierwsza śmierć książkowa...
A tu mam coś, co jest jednocześnie piękne i niebywale poruszające, koniec świata złapany przez ośmioletniego chłopca, który w wakacje prowadził dziennik, czyli odrabiał kaligraficzne zadanie umożliwiające mu przejście z klasy do klasy. Po jednym zdaniu na dzień, pismem najstaranniejszym, jak się da. Wizyty, odwiedziny, spacery, choroba, wreszcie ten dzięcioł zamykający w sobie piękno jednego dnia. Bo dzienniki, to taka szczególna forma wypowiedzi, wierzymy przecież, że szczerze, skrupulatnie i prawie bez kreacji chwytają świat w jego osobniczym kształcie. A do tego niebywałe ilustracje Ali Bankroft jak spokojne, statyczne obrazy olejne, na których poruszenia pędzla i zastygająca farba pieczętują w ostateczność to, co się wydarza. Ludzi brak. Jest światło, niebo. To wszystko działo się pod niebem, które nie pękło dla tych ludzi. „Widziałem pięknego dzięcioła”, Michał Skibiński z ilustracyjnym towarzyszeniem Ali Bankroft.









Komentarze

Popularne posty z tego bloga

NIESAMOWITE PRZYGODY DZIESIĘCIU SKARPETEK (CZTERECH PRAWYCH I SZEŚCIU LEWYCH) JUSTYNY BEDNAREK - przygoda krzepi!

ROK, W KTÓRYM NAUCZYŁAM SIĘ KŁAMAĆ Lauren Wolk - What has been seen...

KLĄTWA DZIEWIĄTYCH URODZIN Marcina Szczygielskiego i Magdaleny Wosik