Posty

Wiosennie i nostalgicznie - c.d.

Dokończenie tego A dalej już w baśni dziwności poleciały z górki.      Kiedyś zimą Marysia skrobała w kąciku kartofle, a Janek swoim zwyczajem (truteń!) marząc przy oknie, zobaczył za szybą piękną białą panią, która uśmiechała się tylko do niego: Pierwszy raz w życiu miał przed swoją kochaną przyjaciółką jakąś tajemnicę. Trochę mu było przykro, a jednocześnie jakaś radosna duma rozpierała mu serce . Biedny romantyk, zatęsknił za tym, czego nie zna: za Dziewicą, mrocznie piękną, za matką, której od zawsze nie było, za zimowym luksusowym sexappealem odzianym w futra i diamenty. Jego Marysia to wcielenie codzienności. Cała składała się z czekania, martwienia i zależenia. Kiedy Janek przeżywał przygodę swego życia, ona schodziła buty, wypytując o niego. Dowiedziała się, że Biała Pani, która porwała Janka, nawet nie jest wierna, bo co jakiś czas uwodzi sobie chłopca. Jednak pewnego dnia w marcu, kiedy dni robią się długie, a kalosze zastępują kozaczki...  ...

Wiosennie i nostalgicznie - "Baśnie" Magdaleny Samozwaniec

    W styczniu WAB wydało sobie kolejną książkę Magdaleny Samozwaniec dla dużych dziewczyn, a mi przy porządkowaniu półeczek wpadły w ręce jej Baśnie . Które w głowach mniejszych dziewczynek mogą wywołać lekki zawrót, a także poczucie "coś jest nie tak, powiedzcie mi, co!".     Piszę o nostalgii, bo mam znoszone wydanie z wydawnictwa Glob, z 1987 roku. Koniec PRL-u, jeszcze mocno rozbudowana stopka redakcyjna, oszałamiający nakład 149 650 + 350 egzemplarzy, papier trzeciej klasy (widać i czuć), cena 200 zł. Moja kilkuletniość i pierwsze tekstowe tchnienie tego, co później dostanie uczone nazwy: intertekstualność, pastisz.      No że jak: nazywa się toto Królowa śniegu , jest jednocześnie kojąco podobne i drażniąco inne! Zamiast Kaja i Gerdy jest Janek i Marysia. Najpierw wstęp o sytuacji rodzinnej J. i M., że niby kochają się jak braciszek z siostrzyczką, ale w zasadzie jest tak, że zacna wdowa, mama Marysi, wzięła sierotkę - J...

Solidna porcja nonsensu - Wyliczanki z pustej szklanki

Obraz
    Wyliczanki z pustej szklanki Małgorzaty Strzałkowskiej wydało niedawno wydawnictwo Bajka. Zilustrował je Kacper Dudek, który Dorocie Gellner wydanej przez Bajkę ozdobił W czepku urodzone . Sądzę, że na taką porcję śmiechu i językołamania warto wydać 29,90.       W wyliczankach lubię to, że cofają nas do pierwotności, początków języka, kiedy brzmienie i znaczenie były blisko siebie. Tajemnicze asocjacje słów na pozór odległych, mlaskanie i kląskanie, rytm i rymowanie. A skoro to Strzałkowska, to dochodzi piekielna finezja i wdzięk. Jej wyliczanki są w zasadzie łobuzerskimi minihistoryjkami, zamieszkiwanymi przez ekstrawaganckich bohaterów: outsiderów i kosmitów, dziwaków i dziwne zwierzęta. Oni coś robią, robią dużo i popędliwie, oddalając się przy tym od sensu. A żeby nie być gołosłownym: Korek, worek, mury, góry, stary major turla kury, za majorem majorowa do torebki krowy chowa, bęc! A na kanwie znanego powiedz...

Wyjący hart

Czytam sobie Drwala , nawet, można powiedzieć, się delektując. I czytam następujące zdania:

Jest taka historia. Opowieść o Januszu Korczaku

Obraz
    Kolejna książka wpisująca się w Rok Korczaka to opowieść dla dzieci o Starym Doktorze, napisana przez Beatę Ostrowicką

Skarby

Obraz
    Będąc onegdaj na tak zwanej Starej Rzeźni (nawiasem w czy na ? traktować to jak miejsce czy wydarzenie?) kupiłam sobie trzy książki. Pewnie każdej z nich skapnie się ode mnie nieco uwagi.

Rok Korczakowski

    Przy okazji rozmowy o pedagogice korczakowskiej, znajoma, najlepsza księgarka na świecie, wyraziła zdanie, że w teorii Doktora tkwi błąd.