Rok Korczakowski

    Przy okazji rozmowy o pedagogice korczakowskiej, znajoma, najlepsza księgarka na świecie, wyraziła zdanie, że w teorii Doktora tkwi błąd.
Jak wiadomo, Korczak tworzył w sierocińcu społeczność osób potrzebnych, odpowiedzialnych za siebie nawzajem. Dzieci dostawały do wykonania zadania, nie takie "na niby", ale zapewniające im funkcjonowanie w Domu. Za szczególnie starania były pochwały. Jednak na dziecku ciążyła odpowiedzialność za przydzielone zadanie. Niewywiązanie się skutkowało co najmniej wstydem. Dzieci współstanowiły prawa, wedle których żyły.
    I tutaj właśnie sprzeciw. Dziecko, istota nieukształtowana, potrzebuje oparcia w dorosłych. Musi mieć poczucie, że wolno mu błądzić, zwlekać, wstrzymać się od decyzji, pokaprysić. Że nie ciąży na nim odpowiedzialność za wielkie sprawy. Podejmowanie istotnych decyzji powinno się więc pozostawić dorosłym. Oczywiście wyrabiamy w dzieciach odpowiedzialność za własne czyny, ale jednak zostawiamy im wielki margines beztroski i niedbalstwa, nagradzając same dobre chęci, ale i puszczając płazem lenistwo. To bolesne, od najmłodszych lat przyzwyczajać się, że rozmaite rzeczy są nieodwracalne, decyzje zapadają raz na zawsze, a wybory bywają jednorazowe, no przyczyna i skutek na wieki wieków amen. A w końcu dom Korczaka był domem sierot, czyli składał się z dzieci, które przybywając do niego, już z tego podstawowego poczucia bezpieczeństwa były ograbione. Życie usunęło im kogoś, kto filtruje życie i uczy. Ich dzieciństwo miało trwać krótko, a później nieuniknione, złagodzone tylko przez Korczaka i Panią Stefę kopnięcie pisklaka w świat. Dostawały więc szybko coś w zamian: poczucie osobistej wartości. A poza tym, jakie zaplecze teoretyczne miał Korczak? W opozycji do ilu teorii mógł snuć swoje?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Skarby! Skarby! Abner Graboff CO POTRAFIĄ KOTY?, BYŁA RAZ STARSZA PANI

Juliusz, Joanna, Zygmunt, czyli jak mszczą się poeci

Walking on broken glass Lustrzana tom 2. Zaginieni z Księżycowa