Głos, Michał Bogdanowicz i Julia Cybis

     Na pewnych zajęciach z historii literatury, przez pół roku poświęcanych Percewalowi z Walii Chretiena de Troyes, padło pytanie jak zostaje się rycerzem? Namysł* zaowocował konkluzją: żeby zostać rycerzem, trzeba wyjść z domu. Przygody zaczynają się za progiem, dopiero tam czeka dojrzałość. Czasem jak u Percewala impulsem do przygody jest olśnienie światem, czasem zaczyna się od niepokoju, a czasem czegoś brak. Historia napisana przez Michała Bogdanowicza, zilustrowana przez Julię Cybis, wciela ten płodny opowieściowy motyw - wędrówki (po utracone).


     A początek Głosu jest taki oto: istnieje świat poza naszym, z którego przychodzą do nas głosy. Pakowacz Głosów rozsyła po świecie wszystkie te syczenia, brzdęki, ćwierkoty i  - tak - głosy ludzi. Niestety, czasem coś się zawieruszy po drodze. Jak w przypadku paczki z głosem przeznaczonej dla pewnego małego wodnika. Wyruszy on zatem na poszukiwania, przewędruje świat, przekona się, kto  lepszy: obojętni Mędrcy, czy zaangażowani Głupcy.



    Ciekawy impuls założycielski dla historii: nabywanie głosu. Głos służy komunikacji i ekspresji, bez niego jesteśmy skazani na młócenie przestrzeni wiatrakami rąk i wykrzywianie twarzy, na kartkę i długopis. Służy identyfikacji: najjedyńsze głosy rodziców, przeszywający głos nauczycielki, uwodzący głos piosenkarza. Pamiętamy zresztą opowieść o Małej Syrence, która chciała być kimś innym, więc oddała głos za parę nóg. A później nie mogła zaświadczyć, kim jest dla Księcia.  
     Ta debiutancka historia jest bardziej baśnią (opowieść o wyraźnym szkielecie narracyjnym i stałych elementach znaczących przy zmieniających się nazwach), niż historią autorską, w której fabuła i szczegóły ukonkretniają ją, indywidualizując odbiór. 
     I tutaj mam z Głosem kłopot. Opowieść jest stosunkowo krótka, a gdy zdań jest mało, drobiazgi zwracają na siebie uwagę i tym skwapliwiej zapytuję o ich funkcje (mają zainteresować? znaczą? łączą?). Wodnik dostaje od rodziców "kilka brązowych monet" - po co? Są "ciemne lasy pełne złowrogich mocy", ale bohater przemyka przez nie jednozdaniowym ekspresem, więc nie zostawiają na nim śladu. Spotkania (czarownik, mędrcy, głupcy) uczą raczej, by liczyć na siebie - alternatywnie, choć wcale niegłupio! Można przypuścić, że baśniowy wzorzec współpracy/wymiany sześciolatek znajdzie w innych opowieściach. 


     Okładka przypominająca paczkę okręconą sznurkiem obiecała coś, początek historii obietnicę podtrzymał, ale rozwinięcie nie do końca mnie satysfakcjonuje. Żeby historia "niosła mądrość", wystarczy trzymać się baśniowego schematu, ewentualnie lekko z nim igrać, doprowadzając bohatera do szczęśliwego końca. Sprawdzony szkielet obleka się jednak w autorskie słowa, a mi się ten "Głos" trochę za szybko skończył i nieco za mało po drodze było treści z głosem związanych, choćby kwestii nie-porozumienia czy wyrażenia uczuć. Wybrzmiało to u Głupców i w zakończeniu, trzeba przyznać, wielce sympatycznie wybrzmiało. 
     Julia Cybis zrobiła ilustracje proste, symboliczne, przypominające dziecięce rysunki, gdzie spiczaste trójkąty to są góry, a zielonkawa okrągła plama to jezioro. Wodnik kolorem spokrewniony jest z wodą. Dziwnie intrygują mnie niektóre obrazy, wcale dowcipne, zwłaszcza jedna: wycinanka z ciemnym lasem. Uwielbiam technikę ciemnych sylwetek na jasnym tle, technikę, w której Kara Walker opowiedziała przejmujące rzeczy, ale w której celował też Hans Christian Andersen:

 
     Wielce sympatyczna jest mi Agencja Edytorska Ezop. Sporo u nich książek refleksyjnych, poetyckich, filozofujących, dyskretnie pogodnych, pisanych piękną polszczyzną. Głos przynosi ciekawe pytania, ale ma się ochotę krzyknąć: więcej wiary w słowo, Autorze!
      
       

* sama droga do konkluzji była kolczasta, pełna odpowiedzi cząstkowych i przepracowanych lektur

autor: Michał Bogdanowicz
tytuł: Głos
ilustracje:
Julia Cybis
wydawnictwo: Agencja Edytorska Ezop
rok wydania: 2014
 

Komentarze

  1. Nie znam tej historii, ale muszę przyznać, że ilustracje to moja bajka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozczulają mnie. A znowu miałam poczucie, widząc oryginały ilustracji, że wydawca nie był w stanie ich do książki włożyć - kolory, kontury, siła oddziaływania nikła (nie napiszę jakie :) )

      Usuń
  2. ale ja tez mowie z trzeba zrobic krok i wyjsc poza granice bezpieczenstwa i wrócić :))
    no przeciez i ja maly zuczek to mowie :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Zaskoczyłaś mnie tą książką. Totalnie jej nie zauważyłam...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Wywietrzyć wietrznicę, oświetlić świecka - "Paskudki słowiańskie"

JUŻ, JUŻ! Katarzyny Wasilkowskiej

Juliusz, Joanna, Zygmunt, czyli jak mszczą się poeci