Jo Nesbo dla dorosłych i dla dzieci

     Czy wiecie, że Jo Nesbo, Norweg, który wymyślił Harry'ego Hole'a, pisze książki dla dzieci? Ostatnio cieszy mnie naprzemiennie w dwóch odsłonach, dziecięcej i dorosłej. Najpierw dygresja usprawiedliwiająca, później Harry Hole, a dopiero potem - Bulek.
     Pamiętam, jak czytałam Imię róży. I jak żal mi było zostawiać Wilhelma z Baskerville*. Taki detektyw pozwala wierzyć, że świat da się okiełznać. Pewnym substytutem był dla mnie wówczas serialowy braciszek Cadfael, XII-wieczny zakonnik po przejściach, opiekujący się klasztornym ogrodem, który w powieściach aż dziewiętnaście razy zabawił się w detektywa. Edith Pargeter, autorka książek, na podstawie których w latach dziewięćdziesiątych nakręcono serial z Derekiem Jacobi**, wydała pierwszą powieść o mnichu-detektywie w 1977 roku, cztery lata przed opublikowaniem przez Eco Imienia Róży. Od 1997 do 2011 roku Kroniki braciszka Cadfaela nieprzerwanie wydaje poznańskie wydawnictwo Zysk i s-ka.
     Przypominam sobie o tej potrzebie przeciągnięcia powieści w serię ze skruchą, bo właśnie znowu czytam kryminały dla ich bohatera***. Tak kiedyś było z Holmesem, który przywracał światu zegarkowy ład, Philipem Marlowe, później z Fandorinem z jedwabiu i stali, mniszką Pelagią, przyzwoitym nudnym Walanderem, pulchnym elegantem Ebbo Mockiem, szczupłym elegantem Szackim****. Jeśli chodzi o przedostatniego, Krajewski konsekwentnie obchodził się z nim coraz gorzej. Z książki na książkę Mockowi pozostawało coraz mniej powodów do życia. Kolejne filary istnienia były usuwane, w końcu pytaliśmy: co właściwie jeszcze napędza działania Eberharda w tym nieskończenie ohydnym świecie? Tylko jadło, seks, literatura klasyczna i dobre ciuchy? Same motywy kolejnych zbrodni w Breslau z czasem stały się dla mnie tak wysublimowane, że zwyczajnie idiotyczne.
     No i jest sobie w Oslo taki Harry Hole. Mimo, że jest specjalistą od seryjnych morderców, nie można powiedzieć, że chroni miasto jak Batman i że mając go nieopodal, mieszkańcy stolicy Norwegii mogą spokojnie spać. Bo Harry nieodmiennie domaga się prawa do degeneracji i emocjonalnej niestabilności. Do tego, żeby móc zabrać tyłek w troki i się upić do nieprzytomności. W przeciwieństwie do ludzi, których ma za zadanie chronić, stara się nie mieć złudzeń i na nic nie czekać. Jako nałogowiec, który zniszczył bardzo wiele, miewa poczucie, że lepiej byłoby pozostawić sprawy ich paskudnemu biegowi, bo i tak w życiu wszystko ma tendencję do rozlatywania się. Można powiedzieć, że to przemyślność złych ludzi, a nie dobro przyzwoitych, konsoliduje Harry'ego. Jednak kiedy pojawi się wiośniany powiew życia emocjonalnego, bohater rozkwita jak norweska tundra. Mimo niezaprzeczalnej sztampy (pozbawiony złudzeń policjant-pijak), bezczelnej autorskiej kokieterii wywołującej moje prychanie, a przejawiającej się choćby w opisach fizyczności Hole'a (żadna blizna, czerwony od alkoholu nos czy popękane żyłki w oczach nie zniweczą jego męskiej atrakcyjności), jest to postać, która broni się jednym: paskudnym poczuciem humoru.
     Same zaś powieści? Ciągną się, niepotrzebnie rozwijają wątki pozostające dalej w próżni, nieodmiennie mam poczucie, że mogłyby skończyć się wcześniej. Tyrady morderców są nieznośne. Ale kiedy Nesbo skacze po globalnej wiosce: od podejrzanych dzielnic Hongkongu, przez zad.... zacisze norweskich schronisk górskich do wulkanów Kongo - wierzę mu. Zanurzam się w każdej scenerii. Ponadto lubię Beate Lonn i taksówkarza Oysteina. 


* nie mogę sobie jednak wyobrazić większej szmiry, niż powrót pary Wilhelm - Adso, oby żadnemu z reżyserów szlachtujących literackie osiołki dające dukaty, nie przyszło do głowy powołać ich powtórnie na ekran!
** to najmroczniejsze dzieciństwo i telewizor jako dawca obrazów, które do dziś się bronią: jąkający się, zakłopotany Derek Jacobi w bieli, Sian Philips jako potworzyca Liwia i odrażający, histeryczny John Hurt jako Kaligula - moje dzieciństwo to nie HBO, ale BBC, między innymi Ja, Klaudiusz
***  może dlatego moim ukochanym kryminałem jest Katar Lema, który ma za bohatera człowieka niemal bez właściwości?
****  jaka radość: znaleźć recenzję Ziarna prawdy Miłoszewskiego na fajnym blogu o kryminałach! pewnie gdzieś w przypisie angielskiego przekładu pisali o ojcu Mateuszu od lat grasującym w Sandomierzu :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Skarby! Skarby! Abner Graboff CO POTRAFIĄ KOTY?, BYŁA RAZ STARSZA PANI

Juliusz, Joanna, Zygmunt, czyli jak mszczą się poeci

Walking on broken glass Lustrzana tom 2. Zaginieni z Księżycowa